Londyńskie Targi Książki (London Book Fair) co roku zwiastują nadejście wiosny, przyciągając barwne postaci do nie mniej kolorowych książek prezentowanych w hali Olympia. Tegoroczna frekwencja po raz kolejny dowiodła, że branża wydawnicza nie ma żadnych problemów z przyciąganiem młodych talentów.

Londyńskie Targi Książki (London Book Fair) co roku zwiastują nadejście wiosny, przyciągając barwne postaci do nie mniej kolorowych książek prezentowanych w hali Olympia. Tegoroczna frekwencja po raz kolejny dowiodła, że branża wydawnicza nie ma żadnych problemów z przyciąganiem młodych talentów.
Zagrożenie ze strony sztucznej inteligencji oraz jej wpływ na liczący setki lat system praw autorskich wysunęły się w tym roku zdecydowanie na pierwszy plan, nawet przed zrównoważony rozwój, który w ostatnich latach był uważany za kluczowy dla tej wystawy. Podczas jedynej sesji konferencyjnej poświęconej kwestiom zrównoważonego rozwoju, jaką zorganizowano podczas imprezy odbywającej się przez cztery dni w czterech salach konferencyjnych, ten temat podniósł jeden z przedstawicieli publiczności.
Czteroosobowy skład panelistów został zapytany: „Co się stało z centrum zrównoważonego rozwoju (Sustainability Hub)?”. Dyskutanci przyklasnęli pytaniu, przede wszystkim Lisa Faratro z CPI Books. „Zdecydowanie nam go brakuje. Byliśmy sponsorami centrum zrównoważonego rozwoju”. W czasie wypełnionym prezentacjami autorów, ilustratorów i wydawców udzielających porad, to ten obszar tematyczny dawał szeroko pojętemu łańcuchowi dostaw szansę zaistnienia w blasku fleszy.
Emilie Hames, menedżerka ds. zrównoważonego rozwoju i zgodności produkcji w Penguin Random House, podjęła temat: „To naprawdę rozczarowujące. Czerpanie inspiracji z 20-minutowych sesji dotyczących różnych studiów przypadku (było cenne). Wciąż uważam, że ważne jest, aby o tym myśleć.”
W sytuacji, gdy wydarzenie przenosi się w przyszłym roku z Olympia do ExCeL, istnieje nikła szansa, że motyw zrównoważonego rozwoju powróci lub zostanie wyeksponowany silniej niż w tym roku.
Kwestia zrównoważonego rozwoju łączy się z tematem odporności łańcucha dostaw – zarówno z punktu widzenia dostawców druku zlokalizowanych w Azji, jak i papieru, którego używają. Wszyscy uczestnicy wspomnianego panelu zgodzili się, że realizacja dostaw papieru jest dzisiaj trudniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, na co wpływ ma pozyskiwanie miazgi drzewnej z wielu źródeł, a także istnienie papierni zintegrowanych pionowo. „W naszym łańcuchu dostaw istnieją luki, przez które brakuje nam wiedzy, skąd pochodzi papier” – powiedziała Hames. Ponieważ produkcja przenosi się z kraju do kraju i od drukarni do drukarni, możliwe jest użycie różnych rodzajów papieru, produkowanych z miazgi pozyskiwanej z zupełnie innych kontynentów, co dodatkowo utrudnia zagwarantowanie, że podczas wycinki nie ucierpiały lasy, rdzenna ludność lub że nie doszło do innych naruszeń Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. „Chodzi o legalność i prawa człowieka w równym stopniu co o wylesianie” – dodała.
Podczas sesji niewiele mówiono o kruchości łańcuchów dostaw w produkcji książek – bombardowanie Iranu było zbyt świeżym wydarzeniem, by wywołać poważne przemyślenia – jednak inna sesja, prowadzona przez Ashleya Gordona (do niedawna globalnego menedżera segmentu wydawniczego HP, a obecnie wiceprezesa ds. rozwiązań druku cyfrowego w firmie Sheridan), skupiła się na korzyściach płynących z modelu „dystrybuuj i drukuj” opartego na druku cyfrowym. Sesji towarzyszyło ogromne zainteresowanie słuchaczy, a Gordon wyjaśniał, jak to podejście zyskuje na znaczeniu, szczególnie wśród wydawców akademickich.
Większość obecnych drukarni pochodziła spoza Wielkiej Brytanii, przy czym szczególnie widoczny był udział Turcji. Niektóre z nich zabiegały o możliwość produkcji książek na rynek brytyjski, inne chciały spotkać się z brytyjskimi wydawcami, by drukować ich książki na lokalnych rynkach. W tym gronie znalazła się amerykańska firma Lakeside Printing, która omówiła swoją inwestycję w 64-stronicową maszynę Manroland Goss Lithoman oraz w maszynę atramentową HP PageWide T500. Firma stanęła również w obliczu konieczności zaspokojenia popytu na druk na krawędziach stron, który zyskuje na popularności. Lakeside odnotowała także wzrost zainteresowania na książki kolekcjonerskie – takie, które można z dumą prezentować na półkach (podczas gdy ich treść czytelnik poznaje dzięki lekturze e-booków lub tanich wydań).
Ten trend można porównać ze wzrostem sprzedaży muzyki na płytach winylowych – zasugerował jeden z komentujących. Książki o wysokiej wartości produkcyjnej były prezentowane przez wydawnictwo Graphius, właściciela drukarni Park Communications z Wielkiej Brytanii. Belgijski wydawca trochę zwalnia swoją ekspansję, po przejęciu tuzina spółek w ostatnich latach, w tym Geoff Neal Litho oraz Park w Wielkiej Brytanii.
Jest on w stanie współdzielić transgraniczne zaplecze produkcyjne, umożliwiając brytyjskim wydawcom radzenie sobie z problemami celnymi - gdy wysyłają swoje produkty do Unii Europejskiej – dzięki drukowi realizowanemu w Belgii. „Może to również pomóc w obejściu niektórych problemów taryfowych” – mówi dyrektor handlowy Steve Palmer. Książki z Wielkiej Brytanii trafiają również do USA, a dostępnymi przykładami były tytuły w twardej oprawie (etui) dla rynku luksusowych nieruchomości w USA.
Sugestia, że wydawcy z USA zwracają się ku Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu niezawodności i jakości druku, którą trudno znaleźć w ich kraju, była wielokrotnie powtarzana podczas targów. „Oni nie są w stanie zaoferować zbliżonej do naszej jakości przy produkcji niskonakładowej” – mówi Gareth Acreman z Gomer Press. Walijska drukarnia jest stałym bywalcem Londyńskich Targów Książki i wykonuje coraz większą ilość pracy dla klientów zza Atlantyku. „Wydaje się, że budujemy sobie reputację w tamtym kraju” – mówi, zaznaczając, że London Book Fair to jedyne narzędzie marketingowe, z którego korzysta firma.
Udział w wystawach na kontynencie północnoamerykańskim wydaje się nieco tańszy niż wystawianie się w Londynie, przynajmniej z punktu widzenia kosztu powierzchni wystawienniczej; z tego powodu wiele drukarni dziełowych – Clays, CPI Books, Hobbs – dołączyło do strefy Międzynarodowej Gildii Wydawców (International Publishers Guild), zamiast inwestować we własne stoiska. Cel jest jednak taki sam, jak w przypadku wydawców – spotykanie się z ludźmi na wcześniej umówionych sesjach. O ile jednak wydawcy książek są zainteresowani sprzedażą praw do dystrybucji zagranicznej, o tyle większość drukarni chciała rozmawiać o konkretnych projektach.
USA są coraz ważniejszym rynkiem dla wydawnictwa PrintonDemand Worldwide, a konkretnie Book Vault – jej internetowego archiwum tytułów książkowych przeznaczonych do druku na żądanie w Wielkiej Brytanii lub za pośrednictwem partnerów w innych krajach. „Obserwujemy nowy typ książki” – mówi dyrektor zarządzający Andy Cork. „Tu nie chodzi tylko o czytanie. Książka staje się doświadczeniem, staje się prezentem.” Aby to podkreślić, firma zaprezentowała próbki z bogato foliowanymi (złoconymi) okładkami oraz z podnoszącym wartość zadrukiem krawędzi. Są one przeznaczone dla małych wydawców lub samowydawców (self-publishers), a nie dla wydawców głównego nurtu, którzy są w stanie wyegzekwować niską cenę w oparciu o obietnicę dużego nakładu.
Zamiast tego, firma została przekształcona w oparciu o dane i automatyzację. „W ten sposób przeszliśmy od obsługi kilku do 44 tys. klientów” – mówi. „Podwoiliśmy nasz obrót do około 12 milionów funtów, osiągając lepszą marżę niż kiedykolwiek wcześniej.”
Jedynym wyjątkiem wśród stoisk uginających się od książek, które można było wziąć do ręki i obejrzeć, była firma Scodix. Była to jedyna obecna na miejscu firma zajmująca się technologią produkcji, choć pojawiło się kilka przedsiębiorstw oferujących różnego rodzaju oprogramowanie. Scodix pracował z zestawem imponujących próbek cyfrowego tłoczenia, foliowania i druku na obwolutach książek oraz płótnach introligatorskich, których – jak podkreślał wiceprezes ds. sprzedaży w firmie Scodix Moti Vaknin – żaden innych dostawca cyfrowych uszlachetnień nie jest w stanie zrealizować.
Dla konkurencji Scodix nieosiągalne jest również nakładanie niektórych uszlachetnień o dużej wypukłości; ta firma jest jedyną, w której osiągnięcie takiego efektu nie wymaga kilkukrotnego przepuszczania arkusza przez cyfrową maszynę. Zamiast tego nawet siedmiokrotnie przepuszcza się nad nim głowice atramentowe.
Największe zainteresowanie płynie ze strony firm opakowaniowych, a nie drukarni dziełowych, zwłaszcza w przypadku arkuszy o większym formacie. „Sprzedaliśmy więcej maszyn cyfrowych formatu B1 niż jakakolwiek inna firma” – dodaje Vaknin.
Kolejny przystanek wystawienniczy na trasie marketingowej Scodix nie mógłby różnić się bardziej od ostatniego. Firma planuje pojawić się na targach Fespa ze stoiskiem o powierzchni 150 metrów kwadratowych. Czy to oznacza, że w planach jest jeszcze większy format maszyny Scodix, zdolny do uszlachetniania tektury falistej na potrzeby wysokiej jakości druku displejów, na przykład dla firm kosmetycznych? Vaknin nie chciał tego potwierdzić – przynajmniej nie przed przyjazdem do Barcelony.
Opracowano na podstawie informacji serwisu Print Business