Miałyśmy szczęście uczęszczać do „Poligrafa” ... Anna Adamowicz (z domu Bura), Urszula Muchajer (z domu Burza), Joanna Habras (z domu Gałązka), Bożena Rola-Goszczyńska (z domu Goszczyńska), Mariola Iwona Keppel (z domu Janikowska), Liliana Kliszewska (z domu Kliszewska), Martyna Chołuj (z domu Zielińska).
Wyjątkowy jubileusz, który świętuje w 2026 r. Zespół Szkół Poligraficznych w Warszawie, zwany również „Poligrafem”, to świetna okazja do spotkań i wspomnień.
Jesteśmy absolwentkami liceum poligraficznego. Do szkoły uczęszczałyśmy w latach 1978-1982. Każdy wie, że były to czasy trudne politycznie, dlatego pomysłów na radzenie sobie nie brakowało.
Przyjaciółki z klasy zecerskiej: Ania, Ula, Joanna, Bożena, Iwona, Liliana, Martyna. Do szkoły trafiłyśmy z różnych powodów. Tata Ani kończył naszą szkołę zaocznie i pracował w drukarni w Biskupcu. Zakład ten realizował wiele zleceń dla Warszawy. Pewnego dnia jeden z redaktorów zawiózł świadectwo Ani do naszej szkoły i w ten sposób znalazła się w „Poligrafie” (każde województwo miało tylko dwa miejsca w klasie).
Joanna złożyła papiery również dzięki tacie, który pracował jako spawacz w drukarni przy ul. Kowalczyka w Warszawie. Liliana otrzymała kiedyś „Małego drukarza” – zabawkę z czcionkami, która stała się dla niej inspiracją. Pozostałe koleżanki trafiły do szkoły trochę przez przypadek. Bożena i Iwona znały się już wcześniej, Ula również przyszła z koleżanką, a Martyna planowała zostać przedszkolanką.
Reszta klasy dopiero się poznawała. Wielu uczniów pochodziło z różnych regionów Polski. Miałyśmy tylko dwóch kolegów, Piotra i Krzysia, których żartobliwie „ochrzciłyśmy” ojcem i matką. Później dołączyli do nas Marcin i Sławek – i to było już całe męskie grono. Szybko przekonałyśmy się, że nasza klasa jest bardzo udana, szkoła fantastyczna, a nauczyciele wspaniali. Nie tylko uczyli nas przedmiotów, ale też mieli wpływ na postrzeganie świata. Wpajali nam zasady dobrego wychowania i dbali o kulturę osobistą.
Profesor Jerzy Czerwiński, nauczyciel fizyki i nasz wychowawca, traktował nas jak swoje dzieci – chronił i bronił. Był też niekonwencjonalny profesor Mirosław Krejer, nauczyciel przysposobienia obronnego. Sympatię budził także surowy, lecz życzliwy profesor Włodzimierz Szymanek, uczący języka rosyjskiego. Profesor Stanisław Baraniak, przesympatyczny nauczyciel estetyki druku dbał o ładne pismo. Profesor Mieczysław Druździel, prowadzący ogólną poligrafię, zapoznał nas ze wszystkimi działami przemysłu poligraficznego.
W sposób szczególny wspominamy profesor Urszulę Szcześnicką, nauczycielkę historii. Uczyła nas historii prawdziwej, niezakłamanej, bez półprawd. Nie korzystaliśmy z ówczesnych podręczników. Lekcje polegały na wykładzie i robieniu szczegółowych notatek. Omawianym tematom towarzyszyły obowiązkowe lektury. Aby zostać dopuszczonym do odpowiedzi z historii, trzeba było wyrecytować „Rotę”, „Chorał” Kornela Ujejskiego, pełną wersję hymnu Polski oraz 10 przykazań, co nam dał chrzest Polski.
Z wielką nostalgią i szacunkiem wspominamy wszystkich naszych nauczycieli, którzy uczyli nas zarówno przedmiotów ogólnokształcących, jak i zawodowych.
Zawodu uczyliśmy się w szkolnych warsztatach oraz podczas praktyk w różnych drukarniach. W pierwszej klasie mieliśmy otrzęsiny – pasowanie na ucznia drukarza, organizowane przez uczniów klas drugich dla wszystkich pierwszoklasistów. Było to równoznaczne z zaakceptowaniem nas jako pełnoprawnych uczniów „Poligrafa”.
Kiedy byliśmy w czwartej klasie, został wprowadzony stan wojenny. Zagrożona była organizacja studniówki. Ojciec jednej z koleżanek był oficerem wojskowym, dlatego dyrekcja postanowiła poprosić go o „opiekę” nad imprezą. Dzięki temu uzyskaliśmy zgodę i studniówka mogła się odbyć. Samodzielnie udekorowaliśmy salę i przygotowaliśmy program artystyczny. Wszystko świetnie się udało.
Nie chodziliśmy na wagary. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, a kilkudniowe wycieczki szkolne do Szczawnicy i Krakowa jeszcze bardziej nas zintegrowały.
Możemy powiedzieć, że miałyśmy szczęście uczęszczać do „Poligrafa” – dobrej szkoły z tradycjami. Tu nauczyłyśmy się świetnie zawodu, który potem ewoluował, ponieważ zecerni już dawno nie ma. Rozwój poligrafii i zmiany technologiczne nie były dla nas problemem, bo znałyśmy świetnie podstawy typograficzne. Każda z nas przez wiele lat była związana z poligrafią lub wydawnictwami.
Dziękujemy Dyrekcji i Nauczycielom Zespołu Szkół Poligraficznych za kontynuowanie tej pięknej tradycji i za możliwość spotkania i porozmawiania. Czułyśmy się jak u siebie!
Dziś jesteśmy w większości emerytkami, trochę zakręconymi, jak to z „Poligrafa”, i po 44 latach od ukończenia szkoły ciągle jesteśmy razem. Siedem „zecerek z Poligrafa” to my, dumne absolwentki.
Absolwentki z Poligrafa