Na czele LED-owej rewolucji
18 cze 2021 08:10

Firma Eticod to drukarnia etykietowa z Katowic, która została pierwszym polskim użytkownikiem maszyny drukującej wyposażonej w kompletną instalację utwardzających lamp LED UV firmy Phoseon. O sukcesie firmy, która nie boi się stanąć na czele technologicznej rewolucji, rozmawiamy ze współwłaścicielem firmy, Aronem Huć.

 

Jakie były początki firmy Eticod?
Aron Huć: Eticod to firma rodzinna, którą w 1994 r. założyli moi rodzice, Iwona i Jacek Huć. Pierwsze zlecenia mój tato wykonywał wieczorami na drukarce ustawionej w moim dziecinnym pokoju. Po niespełna dwóch latach dorobił się w Katowicach 3-pokojowego biura, w którym pracowało 6 osób: najbliższa rodzina i przyjaciele. Firma stale rosła w siłę; najpierw biuro powiększyło się o kolejne pokoje, a potem w 2003 r. Eticod przeprowadził się do pierwszego budynku samodzielnie zaprojektowanego i wykonanego z myślą o biznesie etykietowym. Stanęła tam nasza pierwsza 2-kolorowa maszyna do druku flekso, potem kolejna drukująca w 7 kolorach, przewijarki, maszyna do produkcji kalek termotransferowych. W 2009 r. przenieśliśmy siedzibę do Chorzowa, do 800-metrowego budynku zaadaptowanego na potrzeby produkcji poligraficznej ze szwalni odzieży, ze wszystkimi tego konsekwencjami: z podpiwniczeniem, mnóstwem filarów i nieustawnymi pomieszczeniami. 
Było ciężko, ale firma działała tam przez kilka kolejnych lat, dokupując kolejne 2 maszyny fleksograficzne i stopniowo rozszerzając swą działalność na rynki ościenne, zwłaszcza niemiecki. 
Gdy wreszcie tato dojrzał do decyzji o kolejnej przeprowadzce, firma zatrudniała około 40 pracowników. Wybudowaliśmy od podstaw w Katowicach naszą aktualną siedzibę o powierzchni 3 tys. m2, skrojoną pod potrzeby drukarni etykiet. To właśnie tutaj, przy ulicy Grzegorzka, zaczęliśmy inwestować w najnowocześniejsze rozwiązania. Wkrótce po przeprowadzce kupiliśmy pierwszego Bobsta M5, dwa lata później kolejnego, a pod koniec zeszłego roku trzeciego. Po drodze były również m.in. dwie maszyny do cyfrowego druku etykiet HP Indigo (zainstalowane w latach 2017 i 2020), a także wiele innych. Rozwijamy się tak szybko, że nasza siedziba przestaje wystarczać. Niedawno kosztem parkingu dla tirów poszerzyliśmy ją o kolejne 300 m2 magazynu surowca z regałami jezdnymi, dzięki czemu oszczędzamy wiele przestrzeni. Jeśli nie uda nam się odkupić sąsiednich terenów od właścicieli, zapewne będziemy musieli znowu zmienić siedzibę.

Jaki jest profil produkcji firmy i do jakich klientów trafiacie ze swoją ofertą?
Aron Huć: Jesteśmy przede wszystkim drukarnią etykiet samoprzylepnych, chociaż nasze portfolio jest szersze i obejmuje: etykiety kurczliwe typu shrink sleeve, kalki termotransferowe, etykiety wypukłe typu 3D zalewane żywicą, etykiety loteryjne, zdrapki, etykiety peel-off.

Realizujemy zlecenia na druk fleksograficzny na wstędze szerokości 430 mm oraz na druk cyfrowy. Obserwuję szybki rozwój tego drugiego segmentu w związku z zapotrzebowaniem na etykiety w mniejszych nakładach, personalizowane, dostępne praktycznie z dnia na dzień. Poza tym te maszyny zawsze mogą posłużyć jako wygodny back-up. Pamiętam klienta, który potrzebował „na już” dużą liczbę etykiet, a nie było szans, by zrealizować je na flekso w tak krótkim czasie. Uzbroiliśmy obie maszyny HP i czterech operatorów na trzy zmiany drukowało je przez cztery dni. W takich chwilach koszty się nie liczą, a my mamy spokojną głowę, że żadne zlecenie nas nie zaskoczy. 
Do tego dochodzi bogata gama uszlachetnień, ale to oczywiste w branży, w której musisz wyróżnić opakowanie swego produktu, jeśli zamierzasz go sprzedać. 
Co do profilu klientów, to ok. 30 proc. z nich to branże elektrotechniczna, automotive i elektroniczna, dla których produkujemy etykiety funkcjonalne: trwałe, odporne na ścieranie, wpływ kwasów, olejów i trudnych warunków atmosferycznych. W grupie pozostałych 70 proc. dominują odbiorcy z sektorów spożywczego (głównie napojów i alkoholi – piw rzemieślniczych i win) oraz chemicznego. Stopniowo rozszerzamy bazę klientów z branż kosmetycznej i farmaceutycznej; to taki typ odbiorców, których trudno pozyskać ze względu na ich wysokie wymagania związane z jakością i zarządzaniem produkcją oraz konieczność uzyskania niezbędnych certyfikatów, za to dający zwykle gwarancję długiej współpracy. 
70 proc. etykiet trafia na polski rynek, pozostałe na eksport. Najwięcej do Niemiec, choć mamy klientów na całym świecie: począwszy od Ameryki (Dominikana, Brazylia, Meksyk), przez Europę (ponad połowa krajów UE oraz kraje wschodnioeuropejskie), Afrykę Północną i Środkową (Maroko, Tunezja, Algieria, Nigeria), po Tajwan i Indie.

Firma przykłada ogromną wagę do zrównoważonego rozwoju. Na stronie internetowej czytamy: „Ekologia to filozofia, która towarzyszy naszej firmie od samego początku.” 
Aron Huć: Rzeczywiście, a wszystko wzięło się z zainteresowań mojego taty, który jest osobą zafiksowaną na punkcie ekologii. Podobno nasz budynek jest najbardziej przyjazny dla środowiska spośród wszystkich drukarń w całej Polsce. Nie mamy żadnej chłodziarki (chillera) na żadnej z maszyn – ani fleksograficznej, ani cyfrowej (HP potwierdziło, że nie ma drugiego przedsiębiorstwa na świecie, które korzysta z ich maszyn bez stosowania chłodzenia). Zamiast nich korzystamy z autorskiego systemu zapewniającego odpowiednią temperaturę cieczy chłodzącej: woda schładza się w ziemi, a następnie trafia do centralnego obiegu w fabryce. Oprócz tego mamy pełną rekuperację, czyli odzysk ciepła z maszyn. Pozyskujemy z niego tyle energii, że zimą podgrzewamy nim parking. Co więcej, na począt- ku 2020 r. skończyliśmy instalację paneli fotowoltaicznych na dachu naszej fabryki, zyskując dodatkowo 50 kW zielonej energii. 

W te proekologiczne działania wpisuje się również zakup lamp LED UV w firmie Phoseon?
Aron Huć: Ekologia była jednym z głównych powodów. Ale też przekonanie, że gdy w niedalekiej przyszłości lampy rtęciowe odejdą do lamusa, wtedy firma, która znajduje się w forpoczcie LED-owej rewolucji, będzie o krok przed konkurencją. 
Od dawna słyszymy, że Unia Europejska nie odpuści tematu lamp rtęciowych i wreszcie wprowadzi ostateczny, niepodważalny zakaz ich stosowania. Stanęliśmy więc przed wyborem: albo czekać z tysiącami innych drukarń na zmianę przepisów i wtedy na hurra! rzucić się na dostawców (którzy będą musieli zaspokoić gwałtowny wzrost popytu), albo wyprzedzić trendy rynkowe, nauczyć się jak najwięcej i potem oferować klientom doświadczenie i wiedzę w tym zakresie. Wybraliśmy tę drugą opcję.
Instalacja lamp LED „chodziła nam po głowie” od 2017 r. Wahaliśmy się długo, bo to ciągle nowość, niewiele firm ich używa, a oprócz kosztów inwestycji jest jeszcze kwestia farb, lakierów i klejów oraz ich jakości i stabilności. Dlatego odwlekaliśmy decyzję; pierwszą maszynę M5 BOBST kupiliśmy z lampami rtęciowymi firmy IST, drugą z GEW. Ale do trzech razy sztuka: gdy zapadła decyzja o inwestycji w kolejną M5, postanowiliśmy wyposażyć ją w lampy LED UV. 
W marcu 2020 roku zaczęliśmy myśleć o konkretach. Po analizie oferty wybraliśmy Phoseon. Co prawda ich konkurencja również eksperymentuje z lampami LED UV, jednak tylko o Phoseon można powiedzieć, że technologię LED mają wpisaną w swoje DNA, bo od początku koncentrują się wyłącznie na niej. Mają więc największe doświadczenie i są najdłużej na rynku. 

Czy otrzymaliście profesjonalne wsparcie ze strony dostawcy?
Aron Huć: Adam Robak z Phoseon zapewnił nam najlepszą możliwą pomoc. Spotkaliśmy się kilkakrotnie w celu poznania technologii i otrzymaliśmy wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Zostaliśmy też zaproszeni do belgijskiej drukarni referencyjnej, która przed kilkoma laty przeszła całkowicie na lampy LED, a jej właściciel w trakcie kilkugodzinnego spotkania dokładnie opowiedział nam o zaletach i bolączkach nowej technologii. To nas przekonało.
Następnie skontaktowaliśmy się z firmą Rotary, polskim przedstawicielem BOBST, by poinformować o naszych planach instalacji lamp LED w kolejnej maszynie M5 430, którą zakontraktowaliśmy. Maszyna z lampami LED UV zainstalowanymi w zakładzie BOBST we Florencji trafiła do nas w listopadzie 2020 r. Tym samym staliśmy się pierwszą firmą poligraficzną w Polsce, która użytkuje maszynę wyposażoną w 100 proc. w lampy LED UV. I choć jakieś trzy miesiące po naszej instalacji inna drukarnia również zaczęła pracować na LED-ach Phoseona, to palma pierwszeństwa należy do nas. 

Co może Pan powiedzieć o efektach półrocznego użytkowania maszyny wyposażonej w innowacyjną technologię utwardzania Phoseon?
Aron Huć: To zbyt krótko, bym mógł autorytatywnie wypowiedzieć się na temat zysków ekonomicznych. Same koszty zakupu są dużo wyższe niż lamp rtęciowych i musi minąć znacznie więcej czasu, by ta długoterminowa inwestycja zaczęła na siebie zarabiać. Z drugiej strony oszczędzamy na prostszej instalacji i braku odciągów, które są niezbędne w przypadku lamp rtęciowych do odciągania ozonu. 
Któregoś dnia uruchomiliśmy z pełną mocą wszystkie 10 lamp rtęciowych na jednej i 10 LED na drugiej maszynie BOBST, by porównać zużycie energii. Okazało się, że w tym drugim przypadku oszczędność sięgnęła 38 proc. Realnie spodziewam się oszczędności na poziomie czterdziestu kilku procent, bo dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że – inaczej niż w przypadku systemu rtęciowego – lampy LED przy wyłączaniu i włączaniu nie wymagają fazy rozruchowej i nie zużywają energii, działając jak włączniki światła w pokoju: klikasz przycisk i działa. 
W perspektywie długoterminowej dojdą do tego zyski w postaci braku kosztów wymiany lamp. To, że nie potrzebujemy żadnych zapasowych żarników ani żadnych części zapasowych oraz uwzględniając żywotność lamp UV LED Phoeson – aż do 60 tys. godzin operacyjnych – również przełoży się na oszczędności. A dodatkowo na wyższy poziom bezpieczeństwa naszej produkcji. 

Nie musi się Pan przejmować obsługą serwisową.
Aron Huć: Na co dzień korzystamy z wiedzy wspomnianego Adama Robaka, który jest przedstawicielem handlowym Phoseon na rynku polskim i rynkach ościennych. W naszym kraju nie ma dedykowanego serwisu i w razie potrzeby otrzymujemy wsparcie z Niemiec. Ale to się jeszcze nie zdarzyło. W instalacji uczestniczył serwisant Phoseon, by sprawdzić jej poprawność i przeprowadzić 2-3-godzinne szkolenie na temat systemu, który jest w praktyce bezobsługowy – bardzo prosty i sprawny. Podobno firma Phoseon nie wymieniła jeszcze ani jednej lampy spośród tych, które zainstalowała od początku działalności, podczas gdy w systemach rtęciowych odbywa się to przeciętnie raz w roku. 

Czy dopuszcza Pan możliwość całkowitej rezygnacji z technologii rtęciowej na rzecz LED?
Aron Huć: Na razie lampy rtęciowe mamy zainstalowane na sześciu maszynach fleksograficznych. Firma Phoseon Technology oferuje usługę modernizacji starszych modeli i wyposażenia ich – choćby częściowego – w lampy UV. Nie jesteśmy na razie gotowi na podjęcie takiej decyzji. Chcemy lepiej nauczyć się tej technologii i dłużej poobserwować ją w praktyce. Dzisiaj znamy tylko deklaracje producenta wsparte naszymi własnymi kilkumiesięcznymi doświadczeniami. Tak długo, jak portfolio materiałów eksploatacyjnych nie jest równie wszechstronne jak to przeznaczone dla systemów rtęciowych, nie podejmiemy takiej decyzji. Spodziewam się jednak, że taka sytuacja potrwa najwyżej kilkanaście miesięcy. Gdy tylko potwierdzimy, że maszyna z LED UV jest co najmniej tak samo dobra jak pozostałe maszyny pracujące na lampach rtęciowych, wtedy pomyślimy o retroficie. 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Krawczak

Artykuł sponsorowany

 

www.phoseon.com

adam.robak@phoseon.com

 

cript>