Wspomnienia absolwentów oraz partnerów Zespołu Szkół Poligraficznych im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie pokazują, jak silnie poligrafia potrafi kształtować zawodowe wybory, sposób myślenia i relacje międzyludzkie. Od egzaminów wstępnych sprzed ponad 60 lat, przez pierwsze doświadczenia w zecerni i pracy redakcyjnej, aż po współczesne praktyki w nowoczesnej drukarni etykiet – wszystkie te historie łączy jedno: przekonanie, że poligrafia to nie tylko zawód, lecz środowisko budowane przez ludzi, wiedzę i pasję przekazywaną kolejnym pokoleniom.
Jerzy Kozierkiewicz, absolwent 1967 r., dziennikarz
W technikum poligraficznym znalazłem się raczej przypadkowo. Niespecjalnie wiedziałem, gdzie mam pójść do szkoły średniej, a wyniki na świadectwie nie dawały szansy na renomowane liceum. Tak więc za radą stryja, poligrafa, zdawałem do technikum. Egzamin zaliczyłem, choć chyba średnio, bo „nie załapałem się” na Konwiktorską, tylko na Wiślaną do klasy typograficznej z kierunkiem zecer, czyli składacz ręczny.
Zajęcia warsztatowe – wszystko było nowe, nieznane. Początek nie był łatwy, ale zaczęło mnie to powoli wciągać. Zawsze miałem zdolności manualne, więc układanie czcionek w wierszowniku, formowanie stron, składanie tytułów było twórczym zajęciem z widocznymi od razu efektami. Miałem też szczęście, iż moim wychowawcą był wspaniały fachowiec, nauczyciel zawodu inż. Jan Barszcz.
Oceny z zajęć zawodowych miałem zawsze przyzwoite, różnie natomiast było z innymi przedmiotami. Często powiązane to było z sympatią do nauczyciela. Z jednymi zajęcia wydawały się za krótkie, z innymi wojowałem (lub oni ze mną). Klasa była liczna, bo zaczynały chyba 42 osoby, a skończyło 21 (największy odsiew po pierwszej i drugiej klasie). Ale byliśmy zgrani – zawsze ktoś pomógł ściągnąć, coś podpowiedział, a jak postanowiliśmy się zbuntować z powodu kumulacji trudnych przedmiotów w jednym dniu, to mieliśmy tylko trzech łamistrajków.
Osobą, która z pewnością miała wpływ na mój przyszły zawód, była pani mgr Zofia Ciechanowska, polonistka. Wysoki poziom nauczania (wtedy tego nie doceniałem), umożliwienie samodzielnej interpretacji tematu. Pozwoliła mi też pisać bardzo długie wypracowania. Kończąc szkołę, planowałem pracę w swoim zawodzie, który bardzo mi odpowiadał. Ale losy potoczyły się inaczej. Zostałem dziennikarzem i przez wiele lat uczestniczyłem w tworzeniu codziennych wydań gazet. Wtedy doceniłem skarb, jakim była wiedza wyniesiona z technikum poligraficznego. Solidny fundament bardzo ułatwiający pracę zawodową, projektowanie, redagowanie, kontakt z drukarzami.
Marek Sobieraj, rok 1962 – egzamin wstępny do technikum poligraficznego
Przy okazji niesprecyzowanego dnia, kiedy dzieciom daje się prezenty, dostałem od Mamy zestaw małego drukarza, składający się z niezdarnie wykonanych gumowych czcionek, za pomocą których i dziennego wierszownika można było składać proste zdania i odbijać je na kartkach. Tego dnia rozpoczęło się moje zauroczenie poligrafią.
Zawód drukarza cieszył się w społeczeństwie dużym szacunkiem i chętnych do jego uprawiania było wielu, czego wtedy nie wiedziałem, ale wiedziałem, że aby zostać poligrafem, należało skończyć odpowiednią szkołę. Możliwość nauki w renomowanym warszawskim technikum poligraficznym była marzeniem wielu dziewcząt i chłopców, a do egzaminów wstępnych przystępowało kilkunastu chętnych na jedno miejsce. Mimo wysokich wymagań i wielu ostrzeżeń zdecydowałem się i ja. Byłem wyrośniętym i samodzielnym chłopakiem, ale Mama nie chciała słyszeć o tym, by nie towarzyszyć mi w tym bardzo ważnym wydarzeniu.
Pierwszym egzaminem była matematyka. Zaproszono nas do klas w budynku przy ul. Konwiktorskiej 6 i – jak było wówczas w zwyczaju – podzielono na rzędy. Wraz z połową zdających trafiłem do rzędu nr I i to nam jako pierwszym odczytano polecenia do wykonania.
Było ich – jak pamiętam – pięć. Wziąłem się z zapałem do pracy. Po upływie ok. 15 minut zakończyłem swoją pracę i przekazałem arkusz prowadzącemu egzamin, który z niedowierzaniem zapytał, czy rzeczywiście go skończyłem. Odpowiedziałem twierdząco i wyszedłem z klasy.
Kiedy znalazłem się przed budynkiem, zobaczyłem twarz Mamy, która zrobiła się zielona, a pozostali zgromadzeni patrzyli na mnie jak na ofiarę niewiedzy lub lekkomyślnego postępowania (ściąganie). Po moim potwierdzeniu zakończenia egzaminu kolor cery Mamy wrócił do oryginału, a pozostali pokiwali tylko głowami.
Przede mną, oprócz innych egzaminów, był ustny z matematyki. Kiedy czekaliśmy na jego rozpoczęcie, z budynku wyszła pani w granatowym fartuchu z białym kołnierzykiem i imiennie, jako pierwszego, zaprosiła mnie do klasy. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie ok. 45 minut, podczas których udowadniałem swoją rzetelną wiedzę matematyczną poprzez odpowiedzi na niezliczoną liczbę pytań, rozwiązywanie zadań i wyprowadzanie wzorów (np. wzór na dwumian kwadratowy itp.). Nikt nie dawał wiary, że można tak sprawnie łączyć logiczne myślenie z zasadami matematyki w wieku 14 lat.
Wymagającą egzaminatorką była pani Janina Piaskowska, moja nauczycielka matematyki przez cały okres nauki w technikum. Jak się później okazało, była więźniarką obozu koncentracyjnego (z numerem na przedramieniu). Resztę egzaminów też przeszedłem bez kłopotów i po pięciu latach nauki otrzymałem dyplom technika poligrafa ze specjalnością linotypista. Ludźmi, którzy wyekwipowali mnie w rzetelną wiedzę ogólną i zawodową, byli nieżyjący już:
– pani Zofia Ciechanowska – nauczycielka języka polskiego,
– pani Janina Piaskowska – nauczycielka matematyki,
– pan Jan Barszcz – wychowawca klasy,
– pan Lech Pater – nauczyciel zecerstwa,
– pan Antoni Gnitka – nauczyciel prowadzący warsztaty linotypowe
oraz wielu innych.
Cześć ich pamięci!
Drukarnia etykiet LabelStore Industrial Solutions
Współpracę z Zespołem Szkół Poligraficznych rozpoczęliśmy w 2025 r., po serii rozmów z opiekunem praktyk, panią Wandą Nowak. Do tego momentu pracowaliśmy głównie ze studentami – i przyznajemy szczerze – nie wiedzieliśmy, czego możemy spodziewać się po uczniach szkół średnich. Mimo to postanowiliśmy spróbować.
Zaczęliśmy od zaproszenia całej klasy na wizytę w naszej drukarni i centrum produkcyjnym etykiet. Reakcja młodzieży była fantastyczna. Uczniowie byli autentycznie zainteresowani, zadawali trafne pytania, a przede wszystkim otwarcie mówili o swoim zaskoczeniu. Wielu z nich przyznało, że wyobrażali sobie drukarnię jako niewielki punkt z małymi urządzeniami, a nie nowoczesną fabrykę pracującą na zaawansowanych maszynach i oprogramowaniu, drukującą miliony etykiet dla przemysłu kosmetycznego, farmacji, logistyki i wielu innych.
Widzieliśmy moment, w którym zmieniała się ich perspektywa. Zrozumieli, że poligrafia to nowoczesna, technologiczna i przyszłościowa branża. Dla nas – ludzi pracujących w niej od lat – było to niezwykle budujące doświadczenie.
Naszych pierwszych praktykantów wspominamy z dużą sympatią. Do dziś otrzymujemy od nich miłe wiadomości, a ich zaangażowanie utwierdziło nas w przekonaniu, że współpraca przemysłu ze szkolnictwem ma ogromny sens. Chcemy być częścią procesu edukacyjnego. Chcemy pokazywać młodym ludziom, że poligrafia ma wiele twarzy – od projektowania i technologii druku, przez automatykę i logistykę, po rozwiązania dla przemysłu i nowoczesnych marek. To szeroka dziedzina dająca realne możliwości rozwoju, stabilność i satysfakcję zawodową.
Kształcimy w teraźniejszości dla przyszłości, pamiętając o przeszłości. Jednak to przyszłość jest tym, co napędza nasze działania i nadaje im sens. Wierzymy, że młodzież kształcąca się w kierunkach poligraficznych w szkole o tak imponującej 100-letniej tradycji będzie współtworzyć kolejne rozdziały historii poligrafii w Polsce, Europie i na świecie.
Dziękujemy za zaufanie i możliwość współpracy. To dla nas zaszczyt być częścią tej historii.
Opracowanie: AN