Być blisko klienta
6 gru 2016 14:56

W marcu br. Polskę odwiedził Bruno Müller, prezes firmy Müller Martini, która od 66 lat pozostaje w rękach jednej rodziny. Jego wizyta była dla nas okazją do przeprowadzenia wywiadu, w którym Bruno Müller nie tylko przypomniał najważniejsze fakty z historii firmy, ale również omówił obecną sytuację rynkową i podkreślił rolę lokalnych przedstawicielstw. n W marcu br. w wieku 96 lat zmarł w Szwajcarii Hans Müller, założyciel firmy Müller Martini i pionier w budowie maszyn dla przemysłu poligraficznego. Przypomnijmy najważniejsze kamienie milowe w historii firmy. Bruno Müller: Hans Müller był nie tylko założycielem firmy Müller Martini, ale również jej motorem napędowym przez wiele, wiele lat. Pozostał aktywny właściwie do końca, choć oczywiście jego wpływ na działalność firmy w ostatnich latach był stosunkowo niewielki. Dla niego firma, która powstała w 1947 roku, była drugą rodziną. Z jej powstaniem wiąże się zresztą zabawna historia – ojciec Hansa Müllera był stolarzem i Hans jako najstarszy syn powinien był przejąć rodzinny biznes. Ponieważ jednak był leworęczny, ojciec zasugerował mu zajęcie się czymś innym, np. pracą biurową. Hans postanowił więc zostać konstruktorem. Konstrukcja wielu maszyn Müller Martini, które są jeszcze w użyciu, wyszła spod ręki założyciela firmy. W 1952 roku stworzył pierwszą maszynę do szycia drutem, zaś w roku 1954 skonstruował pierwszą maszynę zbierająco-szyjącą z automatycznym nakładaniem składek i trójnożem w linii. W roku 1956 zaskoczył całą branżę poligraficzną tzw. latającymi głowicami szyjącymi, dzięki którym prędkość produkcji wyraźnie wzrosła. W 1962 roku Hans Müller skonstruował pierwszą maszynę do oprawy broszurowej i od tego momentu rozwój firmy postępował niezwykle dynamicznie. Obecnie przedsiębiorstwo zatrudnia 2500 pracowników i posiada ponad 40 lokalnych oddziałów na całym świecie, m.in. w Polsce, wspierających poszczególne regiony tak pod względem sprzedaży, jak i instalacji oraz serwisu. n Czy w czasach globalizacji i wymuszonych kryzysem finansowym oszczędności, kiedy kontrakt na maszynę można podpisać na zagranicznych targach lub tzw. dniach otwartych, wciąż warto utrzymywać lokalne oddziały? B.M.: Oczywiście. Dostawa i instalacja, a później serwis zaawansowanej maszyny introligatorskiej wymagają specjalistycznej wiedzy, często porozumiewania się w języku klienta oraz krótkiego czasu reakcji, a to są w stanie zagwarantować wyłącznie lokalne oddziały. Choć nasze przychody nie są obecnie tak wysokie jak przed kilku czy kilkunastu laty, to serwis wciąż ma w nich znaczący, a nawet dominujący udział, dlatego bycie blisko klienta jest dla nas kluczowe. Procesy sprzedażowe również przebiegają sprawniej, jeśli są nadzorowane przez lokalnego przedstawiciela. Liczne, może nawet zbyt liczne targi branżowe oczywiście pozwalają potencjalnemu klientowi na zapoznanie się z najnowszymi rozwiązaniami, ale konkretne ustalenia zazwyczaj mają miejsce już po targach. n Na początku lutego w siedzibie głównej firmy w Zofingen otwarte zostało nowe Print Finishing Center. Jaka jest jego rola? B.M.: Nowe centrum demonstracyjno-szkoleniowe zostało stworzone przede wszystkim z myślą o pokazach maszyn i szkoleniach, ze szczególnym naciskiem na produkty końcowe całego procesu technologicznego oraz na zarządzanie danymi i procesami produkcyjnymi. W wyposażonym w nowoczesny park maszynowy i dysponującym doskonałą infrastrukturą centrum prezentacyjnym o powierzchni 2000 m² realizujemy również testy produkcyjne, np. na specjalnym papierze czy z wykorzystaniem nietypowej technologii uszlachetniania. Pochodzący z całego świata personel obsługujący maszyny będzie mógł szkolić się na urządzeniach zgromadzonych w tym centrum: taśmowcu Presto II z możliwością obróbki produktów z druku cyfrowego, taśmowcu Primera z urządzeniem do wkładkowania oraz pakowania produktów w folię, taśmowcu Tempo wyposażonym w możliwość paletyzowania pakietów, systemie wkładkującym FlexLiner do produkcji gazet i mailingów reklamowych, jak również na linii SigmaLine do obróbki książek wykonywanych w druku cyfrowym. Klienci odwiedzający Print Finishing Center mogą zapoznać się z naszymi rozwiązaniami bardziej szczegółowo niż na targach. Między innymi dlatego postanowiliśmy nie brać udziału w przyszłorocznych targach Ipex. n Jaka grupa produktów stanowi obecnie najważniejsze źródło przychodów dla Müller Martini, a w jaką inwestowane są największe środki z budżetu badań i rozwoju? B.M.: Nasz biznes opiera się przede wszystkim na tradycyjnym druku analogowym, a więc wciąż największy udział w sprzedaży mają linie do oprawy bezszwowej, linie do szycia drutem, linie do oprawy twardej, rozwiązania dla mailroomu itp. Jeśli zaś chodzi o inwestycje, to naturalnie nie możemy ignorować dynamicznego rozwoju technologii druku cyfrowego, dlatego pracujemy nad przystosowaniem naszych rozwiązań do obsługi niskich i bardzo niskich nakładów oraz do pracy w multitechnologicznym workflow. Dziś prędkość sama w sobie nie jest już kluczowa – ważniejsze są produktywność, czas narządu, minimalna lub wręcz zerowa ilość odpadów. Ważne jest, aby maszyna, która oprawia 10 tysięcy broszur, poradziła sobie również z oprawą fotoksiążek w różnych formatach. Coraz więcej naszych klientów wyposaża swoje zakłady w urządzenia do druku cyfrowego, aczkolwiek muszę przyznać, że chyba wszyscy spodziewaliśmy się większego boomu, jeśli chodzi o technologie cyfrowe. Niemniej niezwykle istotne jest, aby urządzenia introligatorskie, które nasi klienci kupują dzisiaj, pozwoliły im rozwijać się również jutro. Ten sposób patrzenia na biznes widać najlepiej w Stanach Zjednoczonych, z których wywodzi się chyba najwięcej aplikacji wykorzystujących najnowsze technologie. n Dla firmy Müller Martini coraz istotniejszy zdaje się być również segment etykiet i opakowań? B.M.: Na tym rynku jesteśmy obecni już przynajmniej od 8 lat z naszym systemem Alprinta. Kolejnym krokiem było przejęcie technologii VSOP Drent Goebel, chyba najbardziej elastycznej, jeśli chodzi o technologię offsetową, konkurencyjną wobec fleksografii i rotograwiury. To biznes, który charakteryzuje się niewielkim, acz stabilnym wzrostem, dlatego zamierzamy go rozwijać, choć przyznać muszę, że rynek opakowań nie jest rynkiem łatwym. Dla nas nie jest to obecnie kwestia kilkudziesięciu instalacji rocznie, raczej kilku, bo są to duże inwestycje i trzeba przekonać do nich dużych klientów. n Z pewnością jedną z barier rozwoju drukarń jest utrudniony obecnie dostęp do finansowania. Nie pomaga pewnie również mocny od kilku lat frank szwajcarski. Jak radzi sobie z tymi wyzwaniami firma Müller Martini? B.M.: Jesteśmy producentem maszyn, a nie bankiem, więc nie zajmujemy się i nie zamierzamy w najbliższej przyszłości zajmować się usługami finansowymi. Koncentrujemy się po prostu na tym, na czym się dobrze znamy. Jedną z naczelnych zasad Hansa Müllera było nie polegać zbytnio na bankach – najpierw należy pieniądze zarobić, a później mądrze zainwestować. Oczywiście utrudniony dostęp do finansowania nie umknął naszej uwadze, niemniej rozwiązanie tych problemów pozostawiamy bankom i firmom leasingowym. Zresztą firmy o stabilnej pozycji finansowej zazwyczaj nie napotykają dużych utrudnień przy pozyskiwaniu środków na inwestycje. Jeśli zaś chodzi o mocną pozycję szwajcarskiej waluty, jest to dla mnie sprawa niezrozumiała – nie jesteśmy krajem bogatym w ropę ani surowce naturalne, jak np. Norwegia, a mimo to wszyscy niezachwianie wierzą w naszą stabilność gospodarczą. Sytuację opanowało nieco ustanowienie sztywnego stosunku franka szwajcarskiego do euro na poziomie 1,2:1, choć nie rozwiązało problemu całkowicie i wymusiło na nas działania oszczędnościowe. Na szczęście nasze fabryki znajdują się nie tylko w Szwajcarii, ale również w Niemczech i Stanach Zjednoczonych, a za surowce i komponenty do produkcji maszyn płacimy w innych walutach. Przy takich transakcjach silny frank jest pomocny. n W Polsce nie jest Pan częstym gościem – czy Pańska wizyta w naszym kraju jest związana z planowaną inwestycją? B.M.: Polska jest dla firmy Müller Martini znaczącym rynkiem, a jej polski oddział jednym ze stabilniejszych, jeśli chodzi o strukturę przychodów w poszczególnych latach. To bardzo cenne w czasach kryzysu. Polscy drukarze wydają się podchodzić z dystansem do pesymistycznych doniesień i prognoz gospodarczych i kontynuują swoje strategie rozwojowe, szukając przy tym nowych możliwości. Moja wizyta w Polsce jest związana z odwiedzinami u kilku naszych klientów, liczę na inspirujące rozmowy i wymianę doświadczeń. n Dziękuję za rozmowę! Rozmawiała Anna Naruszko