Innowacje, które poruszają wyobraźnię
6 gru 2016 14:59

Na co dzień realizuje zlecenia dla „Malemana”, „Przekroju”, „Newsweeka” czy „Twojego Stylu”. Laureat wielu krajowych i zagranicznych nagród fotograficznych. Za fotoreportaż „Koziołek 2011”, dokumentujący akcję artystyczną Pawła Althamera, otrzymał pierwszą nagrodę Grand Press Photo 2012 w kategorii „Ludzie”. Artystycznie silnie związany z Trójmiastem. W środowisku znany jako „naczelny fotograf Stoczni”. W 2013 r. nakładem warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej została wydana długo wyczekiwana książka „Stocznia”, zawierająca 270 stron obrazów wybranych przez artystę z tysięcy zdjęć wykonanych w ciągu 13 lat pracy. Fotograf Michał Szlaga, bo o nim mowa, swoje zdjęcia na potrzeby wystaw fotograficznych od lat drukuje w pracowni book&art – jednej z czołowych drukarń artystycznych w kraju, która w 2014 r. powiększyła swój park maszynowy o najnowszy ploter Canon imagePROGRAF iPF9400. Michał Szlaga, artysta fotograf, który po blisko miesięcznej podróży po Morzu Śródziemnym zaprezentował w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie wystawę pt. „Odyseja #1”, opowiedział nam o swojej pracy zawodowej, inspiracjach, procesie cyfrowej obróbki zdjęć oraz ukochanym aparacie, którego nie zamierza zmieniać. Zawód: Fotograf Zdjęcia Michała Szlagi najczęściej można zobaczyć w prestiżowych magazynach i tygodnikach opinii. Portretował Lecha Wałęsę i większość ikon Solidarności, robił sesje dla Władysława Bartoszewskiego, Jana Klaty, Mirosława Baki czy Anji Rubik. Wszystkie te prace, poza osobą autora, łączy jedno – były tworzone na potrzeby prasy drukowanej, słowem – produkowane w technologii offsetowej. Technologii, która nie wymaga wielogodzinnych ustawień profili kolorów, druku certyfikowanych proofów czy użycia najbardziej odpowiedniego papieru, aby uzyskać zadowalający efekt. Inaczej jest w przypadku druku cyfrowego, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z wielkoformatowym drukiem fotografii. Cały materiał wystawowy drukuję w technologii pigmentowej – przyznaje Michał Szlaga. – Przez długi czas, jeszcze w okresie studenckim, pracowałem jako kopista i wywoływałem zdjęcia analogowo. W 2003 r. obiecałem sobie, że przez jakiś czas nie wejdę do ciemni. Myślałem o kilku latach. W konsekwencji nie wszedłem tam do dzisiaj. Od tamtej pory mija już 12 lat. Michał Jaworski, właściciel drukarni artystycznej book&art, który wielokrotnie drukował wystawy Szlagi dodaje: Michał zawsze przychodzi do nas z rzeczami, które są wymagające i testuje nasze możliwości, próbując wykrzesać z technologii tyle, ile się da. Mnie osobiście bardzo to cieszy i czyni nasz cały zespół bogatszym o nowe doświadczenia – każde nowe zlecenie popycha nas do tego, aby wykonać je jeszcze lepiej niż poprzednie. To jest najbardziej inspirujące w naszej pracy. W 2014 roku Szlaga wraz ze swoim przyjacielem – malarzem Tomkiem Kopcewiczem – wyruszyli w miesięczną podróż po Morzu Śródziemnym. Jeszcze przed wyprawą swój pomysł na wystawę składającą się w 100 proc. z fotografii morza i tego, co dzieje się na wielkiej wodzie, prezentują dyrektorowi sopockiej Państwowej Galerii Sztuki. Materiał, z którym wrócili, nieco odbiegał od pierwotnych założeń. Projekt: Morze Szlaga i Kopcewicz zaciągnęli się na statek Sputnik II pod komendą Mateusza Sodulskiego w hiszpańskiej Maladze. Trzeciego dnia rejsu ich plan wywraca się do góry nogami – Kopcewicz ma nieważny paszport, dlatego statek musi przybić do najbliższego portu na terenie Unii Europejskiej. Trafili do Malii, hiszpańskiej miejscowości w Maroko, słynącej z tzw. Zony Neutral –płotu oddzielającego strefę europejską od Afryki. Ta symboliczna granica cywilizacji, dzieląca dwie zupełnie różne kultury, dla lokalnych mieszkańców Czarnego Lądu oznacza bramę do lepszego życia. Widząc ten płot i morze zaczęliśmy szukać, pytać i dociekać związanych z tym historii. Trafiliśmy na kilka ciekawych wątków: o uchodźcach szturmujących zakazaną strefę, brutalności strażników pilnujących granicy, znaleźliśmy obóz imigrantów i koryto wyschniętej rzeki, które służy jako „bezpieczniejsza” droga uchodźców do lepszego świata. Podczas całej wyprawy spotkaliśmy też zwykłych ludzi – mieszkańców Maroka, Ibizy, Kartaginy. Wszystkie te rzeczy ułożyły się nam w jedną historię, której wspólnym mianownikiem jest morze – opisuje Michał Szlaga. Na czas całej wyprawy Michał Szlaga przerzucił się z cyfrowej lustrzanki Canon EOS DS1 Mark III na starą analogową kamerę formatu 6x7. Chodziło o to, że bardzo chciałem się uwolnić od aparatu cyfrowego, na którym pracuję na co dzień. Natomiast absolutnie nie chciałem uwolnić się od dalszej, cyfrowej „kontynuacji” tej wystawy –negatyw tak, pewnego rodzaju oddech tak, narzucona dyscyplina, pewien przypadek, nawet zepsucie części fotografii i wypadki przy pracy – natomiast dwa kolejne „cyfrowe” etapy, czyli skanowanie i wielkoformatowy druk tutaj w book&art, były dla mnie oczywistym następstwem – przyznaje fotograf. Wszystkie swoje wielkoformatowe prace wystawowe Szlaga drukuje w jednym miejscu – kierowanej przez Michała Jaworskiego drukarni book&art. Przypominam sobie nasze wspólne początki, kiedy w 2006 roku Michał [Szlaga] przyszedł do nas z wizją wyprodukowania największej pracy, jaką do tej pory robiliśmy – wspomina Michał Jaworski, book&art. – Spieszyliśmy się niemiłosiernie – zdjęcia miały być eksponowane za klika godzin w Łodzi, a my z robotą byliśmy w lesie. Gdy przyjechały ramy do oprawy, okazało się, że szyby są za duże i przez wąską klatkę naszej starej pracowni nie damy rady wnieść ich do studia. Postanowiliśmy więc całą pracę, w ekstremalnym stresie, oprawiać… na ciężarówce. Na ciężarówce i do tego w padającym deszczu – kończy Michał Jaworski. W 2014 roku book&art zakupiło ploter imagePROGRAF IPF9400, największą i najbardziej zaawansowaną drukarkę wielkoformatową Canon. Maszyna jest wyposażona w zaawansowany system ponad 15 000 dysz (w razie przytkania zatkane dysze są automatycznie zastępowane przez zapasowe) oraz 12-kolorowy system atramentów pigmentowych LUCIA EX, który umożliwia uzyskanie precyzyjnej gamy kolorów, w tym wyrazistych odwzorowań czerni i bieli. Ta innowacyjna technologia Canon została opracowana właśnie z myślą o zastosowaniach fotograficznych i artystycznych, a dzięki wykorzystaniu jednocześnie atramentów RGB i CMYK charakteryzuje się wyjątkową ekonomicznością w codziennej pracy. W tym momencie to jest szczyt technologiczny i można śmiało powiedzieć, że nie ma lepszej drukarki na rynku do produkcji wydruków artystycznych – przyznaje założyciel book&art. Osiem lat funkcjonowania w branży poligraficznej sprawiło, że z małej drukarni book&art rozwinął się do profesjonalnego studia druku, które świadczy kompleksowe usługi produkcji i oprawy zdjęć oraz obrazów na zlecenie największych krajowych muzeów i galerii (więcej na ten temat – w majowym wydaniu poliGrafiki). Doszliśmy do momentu, kiedy zamykamy całą produkcję „pod jednym dachem” – od skanowania, przez obróbkę kolorystyczną, przygotowanie pliku do druku i sam druk, aż do wykończenia, czyli montażu na płyty albo ramowania. Wszystko po to, aby nie korzystać z usług żadnych podwykonawców – dodaje Jaworski. Michał Szlaga: Z wyborem miejsca, w którym drukujesz, wiąże się bezpośrednio wybór sprzętu, odpowiedniego podłoża itd. – a więc podejmujesz szereg decyzji, które finalnie kończą się tym, że ten materiał wystawienniczy jest realizowany z dużą dbałością i precyzją, dzięki temu jesteś w stanie go kontrolować i skorygować na każdym etapie. „Odyseja #1”: (dopiero) Pierwsza przystań Jak przyznają autorzy, „Odyseja #1” to dopiero początek większego projektu. Przygotowujemy się do kolejnych wypraw. Bardzo chcemy popłynąć do Brazylii szlakiem polskich emigrantów z przełomu XIX i XX wieku – tłumaczy Szlaga. – Mamy już w głowie kolejne 3-4 punkty, o których nie chcę jeszcze mówić. Mogę tylko zdradzić, że są one bardzo nietypowe i zamierzamy pływać bardzo dziwnymi statkami. Nie ukrywam, że marzą się nam okręty marynarki wojennej, batyskafy – najogólniej mówiąc, chcemy przemierzyć morze na różne sposoby i przywieźć dzięki temu różne opowieści o pływaniu – podsumowuje fotograf. Opracowano na podstawie materiałów firmy Canon

cript>