Kobiety, które wybrały poligrafię
15 wrz 2026 14:23

Trzy kobiety, trzy różne drogi i niemal pół wieku historii zapisanej we wspomnieniach. Czesławę Sońtę, Ewę Rajnsz i Katarzynę Szot-Tomaszek łączy Zespół Szkół Poligraficznych w Warszawie – miejsce, które wpłynęło na ich życie osobiste i zawodowe, rozbudziło pasję do papieru, druku i książek, a w jednym przypadku stało się częścią wielopokoleniowej tradycji rodzinnej. Z okazji 100-lecia szkoły opowiadają o nauczycielach, warsztatach, przyjaźniach i wyborach, które na trwałe związały je z poligrafią.

Czesława Sońta, przewodnicząca Związku Zawodowego Poligrafów

Moje wspomnienia sięgają lat 70. ubiegłego wieku. Były to czasy, kiedy uczniowie przyjeżdżali do techników z całej Polski. Ja również przyjechałam z Wybrzeża do pokrewnego Technikum Fototechnicznego – jedynego w Polsce, mieszczącego się przy ul. Spokojnej, czyli po drugiej stronie Ronda Babka, obecnie Ronda Radosława. Technikum Poligraficzne poznałam dzięki koleżankom z internatu na Żoliborzu. Mieszkały tam dziewczęta z Technikum Poligraficznego, Fototechnicznego i Księgarskiego, więc wszystko toczyło się wokół tworzenia kultury. Miałyśmy wspólne tematy, co zbliżało te szkoły do siebie. Szkolne dyskoteki również sprzyjały zawieraniu przyjaźni. Poznawałyśmy kierunki kształcenia i zawody związane z poligrafią. Nawet nauczycieli, ponieważ o szkole wiele się wtedy dyskutowało.

Później rozpoczęłam pracę w Domu Słowa Polskiego – największej w tamtym czasie drukarni – jako fotograf reprodukcyjny. To właśnie tam poznałam mojego męża, absolwenta Technikum Poligraficznego oraz wiele innych osób związanych z Poligrafem. Nawet naszymi świadkami na ślubie byli absolwent Poligrafa i koleżanka z mojej szkoły. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak znaczące było to już wtedy.

Po kilkunastu latach znów często bywałam w Technikum Poligraficznym, ponieważ syn postanowił kontynuować tradycję ojca i po pomyślnie zdanym egzaminie wstępnym (cztery osoby na jedno miejsce) rozpoczął naukę w Poligrafie. Przez pięć lat nie opuściliśmy z mężem żadnego zebrania klasowego ani szkolnego. Miło wspominam nauczycieli oraz panie profesor: Luizę Karubin – wychowawczynię oraz Agnieszkę Masłowską – wychowawczynię uzupełniającą, która uczyła również mojego męża języka polskiego. Pamiętam także panią profesor, moją imienniczkę – matematyczkę, panią dyrektor Lenarczyk i wielu innych pedagogów.

Syn po ukończeniu technikum studiował poligrafię i do dziś pracuje w branży poligraficznej. Natomiast mój mąż przez kilka lat był nauczycielem zawodu w naszym technikum. Oprócz przygotowania zawodowego ukończył również studia nauczycielskie. Młodszy syn także ukończył Technikum Poligraficzne i do dziś pracuje w wyuczonym zawodzie. W 2026 r. maturę w szkole poligraficznej zdawała moja starsza wnuczka, a młodsza jest obecnie w trakcie nauki. Jak widać, jestem na stałe związana z tą zacną szkołą.

Od 2005 r. rozpoczęła się moja współpraca ze szkołą na płaszczyźnie związkowej. Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego oraz Polska Izba Druku organizowały spotkania dyrektorów szkół poligraficznych z całej Polski. Byłam przedstawicielką Związku Zawodowego Poligrafów odpowiedzialną za kontakty ze szkołami i uczestniczką tych spotkań. Tak rozpoczęła się ścisła współpraca z naszą szkołą, która trwa do dziś.

Co roku wręczam w imieniu Związku Zawodowego Poligrafów nagrody absolwentom technikum wyróżniającym się w nauce i kształceniu zawodowym. Jest to dla mnie i dla Związku Zawodowego Poligrafów bardzo ważne, ponieważ dzięki temu utrzymujemy stały kontakt ze szkołą. Zależy mi, aby szkoła trwała i rozwijała się, dlatego działam również w Fundacji Rozwoju Kadr Poligraficznych, gdzie pełnię funkcję sekretarza. Fundacja wspiera wszystkie szkoły w Polsce, które są zainteresowane taką współpracą.

Z działalności związkowej, również w strukturach międzynarodowych UNI Europa i UNI Global Union wiem, że w branży poligraficznej brakuje dobrze wykwalifikowanych fachowców wykształconych w dobrych szkołach, praktycznie w każdym zakątku świata.

Mam nadzieję, że jubileusz 100-lecia POLIGRAFA przyczyni się do jeszcze większego rozwoju tej zacnej szkoły.

Najserdeczniejsze życzenia dla Dyrekcji, Nauczycieli, Uczniów i Absolwentów z okazji jubileuszu 100-lecia Technikum Poligraficznego.

Ewa Rajnsz (z domu Żędzian), absolwentka z 1980 r.

Do Liceum Poligraficznego trafiłam zupełnie przypadkowo, kiedy zachęcona opowieściami kolegi, który tam uczęszczał, sprawdziłam w encyklopedii, co to właściwie jest ta poligrafia. Produkcja książek... uwielbiałam czytać książki. I to był ten moment, w którym postanowiłam przenieść się z Liceum Ogólnokształcącego im. Lelewela, co nie było wcale takie proste, bo szkoła ograniczała przyjmowanie uczniów z Warszawy, a i rok szkolny trwał już kilka miesięcy.

Moim wychowawcą był świetny, bardzo wesoły i inteligentnie ironiczny człowiek – pan Mirosław Krejer. Uczył nas także przysposobienia obronnego (tak, tak, kiedyś był taki przedmiot) i BHP. Już po krótkim czasie oświadczył mi, że nie obchodzi go, czy będę przychodzić do szkoły, czy nie, ale pod warunkiem, że będę najlepsza w nauce. Skrzętnie z tej umowy korzystałam…

W pamięci pozostaje mi wiele twarzy nauczycieli, ale nazwiska uleciały (minęło przecież prawie 50 lat). Z olbrzymią sympatią wspominam panią Agnieszkę Masłowską, polonistkę, która uwrażliwiała nas na piękno literatury i wysyłała prace na konkursy literackie, pana Szymanka od języka rosyjskiego, który w pierwszej ławce sadzał zawsze upatrzone dziewczyny, pana Baraniaka, który zajmował się artystycznym wymiarem druku i panią od historii, która w konspiracji przynosiła mi książki o „prawdziwej” historii Polski, jak to mawiała, czyli o AK, Piłsudskim itp.

No i warsztaty. Kojarzyły mi się niezmiennie z ciągłym ręcznym falcowaniem. To było naprawdę nudne. Pani od introligatorni wymyślała normę, po osiągnięciu której mogłyśmy iść do domu. Więc falcowałyśmy jak najęte, po to, żeby wyjść np. pół godziny wcześniej. Choć pamiętam też zajęcia bardziej twórcze – naprawianie starodruków, ręczne szycie i oprawianie w oprawę twardą ze skórzanymi rogami. To było coś! Pamiętam też, że gdy siedzieliśmy na warsztatach, ktoś nam cicho ogłosił, że Polak Karol Wojtyła został wybrany na papieża.

Szkoła nosiła wtedy nazwę komunistycznego prezydenta Wietnamu – Ho Chi Minha. Nie zapomnę, że któregoś roku odwiedziła nas delegacja wietnamska, a profesor Szymanek błagał nas, żebyśmy nie ryczeli ze śmiechu, kiedy będą przemawiać po wietnamsku. To się nam nie udało….

No i odsłonięcie słynnego pomnika litery „a”, który nikomu z nas specjalnie się nie podobał i budził w nas mieszane uczucia.

W klasie introligatorskiej były zawsze same dziewczyny, choć zdarzyły nam się dwa rodzynki męskie, które jednak odpadały. Próbowałyśmy reaktywować kontakty z okazji 20-lecia matury, ale nam to nie wyszło. Szkoda.

Po zakończeniu szkoły zostałam, jako najlepsza z uczennic, wyróżniona propozycją studiowania w Lipsku w NRD. Były to czasy wymian studenckich z „bratnimi narodami socjalistycznymi”, które umożliwiały studia w Moskwie lub Lipsku. Byłam przedostatnim rocznikiem, bo po rozpoczęciu przemian w Polsce, Polacy nie byli już w tych krajach mile widziani.

I w ten sposób zostałam poligrafem na całe swoje zawodowe życie, z czego ponad 30 lat zajmowałam się farbami w firmie Huber.

Przez te 50 lat poligrafia przeszła totalną metamorfozę i wiele zawodów, których szkoła uczyła, już nie istnieje. Szkoła jednak przetrwała i życzę jej kolejnych 100 lat!

Katarzyna Szot-Tomaszek, absolwentka z 1997 r.

Uczęszczałam do Technikum Poligraficznego w latach 1992–1997. Byłam uczennicą klasy C na kierunku poligraficzne procesy reprodukcyjne o specjalności retusz i montaż.

Nie pamiętam, co miałam na sobie pierwszego dnia szkoły. Pamiętam za to zapach… Zapach papieru. To zabawne, jak pamięć wybiera to, co naprawdę ważne. Nie pamiętam wszystkich nazw przedmiotów, planu lekcji ani tego, gdzie siedziałam pierwszego dnia. Ale doskonale pamiętam zapach papieru. Świeżego druku. Książek. Farby drukarskiej. Dla wielu był zwyczajny. Dla mnie od zawsze był czymś wyjątkowym.

Kiedy w 1992 r. przekroczyłam próg Technikum Poligraficznego, niewiele wiedziałam o poligrafii. Nie znałam tajemnic druku ani technologii, które sprawiają, że z białej kartki rodzi się książka. Wybrałam klasę C (poligraficzne procesy reprodukcyjne) bardziej sercem niż rozsądkiem. Kochałam książki. Lubiłam je czytać, dotykać i oglądać. Uwielbiałam szelest kartek i zapach papieru, choć wtedy jeszcze nie potrafiłam powiedzieć dlaczego.

Dzisiaj już wiem. To właśnie tamten wybór stał się początkiem drogi, którą idę do dziś. Technikum Poligraficzne nie nauczyło mnie jedynie zawodu. Nauczyło mnie patrzeć. Widzieć różnice między papierami, dostrzegać piękno dobrze wydrukowanej strony i rozumieć, że za każdą książką, gazetą czy katalogiem kryje się praca wielu ludzi.

To tutaj zrozumiałam, że papier nie jest tylko materiałem. Ma swoją osobowość – fakturę, gramaturę, barwę, miękkość i charakter. Potrafi opowiadać historię, zanim jeszcze zostanie na nim wydrukowane pierwsze słowo. To właśnie ta szkoła pokazała mi świat, którego wcześniej nie znałam, a który okazał się moim światem.

Ale najpiękniejsze rzeczy wydarzyły się między lekcjami. Na szkolnych korytarzach, podczas wspólnych rozmów, śmiechu, przygotowań do sprawdzianów i zwyczajnych dni, które dopiero z perspektywy czasu okazują się niezwykłe. To właśnie tam narodziły się przyjaźnie, które przetrwały niemal całe życie. Przetrwały dorosłość, zmiany, odległości i upływ czasu. Są ze mną do dziś i należą do największych darów, jakie wyniosłam z tej szkoły. Myślę o nich z ogromną wdzięcznością. I chyba nie ma piękniejszego dowodu na to, że niektóre spotkania są nam po prostu pisane. Jestem przekonana, że czytając te słowa, moi Przyjaciele z Poligrafa doskonale odnajdą w nich siebie.

Była jeszcze jedna osoba, która wpłynęła na moje życie bardziej, niż mogła przypuszczać. Nasza profesor języka polskiego, pani Agnieszka Masłowska. Potrafiła zrobić coś, co udaje się tylko najlepszym nauczycielom – wzbudzić zachwyt. Dzięki niej język polski przestał być szkolnym przedmiotem. Stał się przestrzenią pięknych myśli, mądrych książek i słów, które mają znaczenie. Pokazała nam, że można zakochać się w języku ojczystym. I ja naprawdę się zakochałam.

To właśnie dlatego po ukończeniu technikum wybrałam polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, ze specjalnością redaktorsko-wydawniczą. Dziś widzę, że nie był to zwrot w inną stronę. To była ta sama droga. Bo papier i słowo od zawsze należą do siebie.

Od ponad trzydziestu lat również ja należę do tego świata. Pracuję w branży papierniczej i pomagam dobierać papier do projektów,

które często stawiają przed nami niemałe wyzwania. Współpracuję z drukarniami, wydawnictwami, agencjami reklamowymi i grafikami. Nadal fascynuje mnie to, że odpowiednio dobrany papier potrafi zmienić odbiór książki, opakowania czy albumu. Z radością biorę do ręki nowe próbki papierów i z ciekawością zaglądam do drukarni. I w dalszym ciągu zatrzymuję się na chwilę, kiedy czuję zapach świeżo wydrukowanych arkuszy.

Niektórzy mówią, że zapach ma niezwykłą moc przywoływania wspomnień. Mają rację. Bo ilekroć czuję zapach papieru i druku, wracam myślami do tamtych pięciu lat. Do klasy C. Do nauczycieli, którzy uczyli z pasją. Do ludzi, którzy stali się przyjaciółmi. Do dziewczyny, która przyszła do szkoły z miłością do książek i nawet nie przypuszczała, że właśnie odnajduje swoje miejsce na świecie.

Dziękuję za wiedzę, która stała się zawodem. Za ludzi, którzy stali się przyjaciółmi. Za pasję, która nie wygasła mimo upływu czasu. Po latach wiem jedno. Nie każda szkoła zostawia po sobie wspomnienia. Niektóre pozostawiają coś znacznie cenniejszego. Pozostawiają w sercu zapach…

W mojej pamięci najpiękniejszy jest zapach papieru. Bo dla mnie pachnie nie tylko drukiem. Pachnie przyjaźnią, pasją, młodością i miejscem, w którym wszystko się zaczęło…

Opracowanie: AN