Pasjonat z wizją
6 gru 2016 14:55

Krakowska Drukarnia Skleniarz należąca do Włodzimierza Skleniarza istnieje od ponad 20 lat i praktycznie od tyluż cieszy się zasłużoną renomą, jednakże od 1,5 roku można ją zaliczyć do zdecydowanej czołówki polskich drukarń dziełowych. Świadczą o tym nie tylko pełen portfel zamówień, ale także nagrody w konkursach na najlepszą jakość druku i „Najpiękniejszą Książkę Roku”. Obecnie firma Skleniarz specjalizuje się w druku książek o wysokiej jakości, szczególnie albumów czy katalogów, a także wydawnictw dziełowych o wysokich walorach technicznych i estetycznych, wymagających najwyższej staranności wykonania. Taki profil działalności nie dziwi, ponieważ – jak można przeczytać na jej stronach internetowych – za swoją misję firma uważa uprawianie rzemiosła drukarskiego na poziomie sztuki druku, czyli „art of printing”. Specjalizacja w wytwarzaniu luksusowych książek wiąże się z budową nowej siedziby Drukarni Skleniarz przy ul. Czerwieńskiego. Budynek zwraca uwagę oryginalnym projektem architektonicznym, nagrodzonym zresztą w ogólnopolskim konkursie „Budowa Roku” dla obiektów zrealizowanych w 2011 roku za nowoczesne rozwiązania konstrukcyjne i funkcjonalne. Dominujący fragment pionowy w kolorze zielonym ma wygląd grzbietu książki w oprawie złożonej z charakterystycznym wyobleniem grzbietu i odsadkami charakterystycznymi dla tej oprawy, stanowiąc nawiązanie do sfery aktywności firmy. W elewacjach frontowych zastosowano elementy ceramiczne, aluminium w trzech kolorach, przeszklenia oraz elementy z kamienia naturalnego. Na najwyższej kondygnacji mieszczą się ogrody. We wnętrzu, stanowiącym kontynuację elegancji i funkcjonalności z zewnątrz, na powierzchni 3800 m2 zlokalizowane są –oprócz drukarni – także pomieszczenia biurowe i socjalne. Gabinet szefa, przestronny i umeblowany antykami (nie brak tu nawet zabytkowej pianoli), jest także świadectwem innej pasji Włodzimierza Skleniarza – myślistwa. Chciałem pokazać, że w Polsce też można wybudować coś naprawdę oryginalnego, stąd autorski projekt architektoniczny – uważałem, że tak właśnie powinna wyglądać drukarnia. Kiedy zaczynam coś robić, to uważam, że musi to być na najwyższym poziomie, mieć odpowiedni wygląd i charakter. Ja to kocham, jestem pasjonatem drukarstwa – przyznaje właściciel drukarni. Taka deklaracja nie dziwi zważywszy na fakt, że jej autor jest drukarzem w 3. pokoleniu. Ten zawód uprawiali jego dziadek, właściciel niewielkiej drukarni na Śląsku, oraz ojciec, który pracował jako drukarz jeszcze przed wojną w Warszawie, a w okresie powojennym w Krakowie i Miechowie. Włodzimierz Skleniarz ukończył zawodową szkołę poligraficzną, następnie technikum, po czym rozpoczął studia na Politechnice Krakowskiej, które jednak przerwał po 1,5 roku. Były to lata 70. ubiegłego wieku, kiedy palacz zarabiał więcej niż naukowiec, uznałem więc, że to nie jest moje miejsce. Byłem młody, chciałem mieć pieniądze, dlatego podjąłem pracę jako maszynista offsetowy początkowo w Krakowskich Zakładach Graficznych, potem w Drukarni Narodowej, a następnie w Poligraficznej Spółdzielni Pracy im. F. Dzierżyńskiego, gdzie pracowałem aż do 1991 roku. Jednak, jak przyznaje, całe życie marzył o własnym prywatnym biznesie. W latach 70. i 80. było to niemożliwe, ale gdy tylko nadarzyła się okazja, chciał – wzorem wielu ówczesnych Polaków – wyjechać do Stanów Zjednoczonych, by zarobić pieniądze i otworzyć firmę w kraju. Od tego zamiaru odwiodła go sąsiadka, proponując mu pożyczkę. Za pożyczone dolary kupiłem maszynę Romayor, wynająłem lokal w Krakowie – ok. 30 m2 na ul. Św. Teresy – i zacząłem drukować. Później przeniosłem się na ul. Garbarską i kupiłem jeszcze jedną maszynę. Następnie za kredyt udzielony przez Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości została kupiona trzecia maszyna – tym razem Dominant. Po 3 latach pracy drukarni jej właściciel mógł sobie pozwolić na kupno działki przy ul. Lea o powierzchni 18 arów wraz z budynkiem. Wziął kolejny kredyt z PAFP, który został spłacony w ciągu zaledwie 8 miesięcy zamiast kilku lat, jak przewidywała umowa. I tak powoli piąłem się do góry – opowiada Włodzimierz Skleniarz. Trzon produkcji stanowiły druki reklamowe, także katalogi wystawiennicze dla galerii malarstwa, ponieważ poszła fama po Krakowie, że Skleniarz dobrze drukuje. W roku 2010 Włodzimierz Skleniarz uzyskał dotację w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na projekt „Innowacyjna technologia produkcji opraw luksusowych o zasadniczo ulepszonych parametrach użytkowych” – działanie 4.4. Nowe inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym. Wartość projektu wynosi 35 mln zł, dotacja to 20 mln zł. Projekt jest obecnie realizowany, we współpracy z dr. Jerzym Petriaszwili z Instytutu Mechaniki i Poligrafii PW, więc mój rozmówca nie chce jeszcze zdradzać jego szczegółów. Dotacja umożliwiła także postawienie nowego budynku na działce, która należała już do Włodzimierza Skleniarza. Wpłynęła też na zmianę specjalizacji drukarni. W druku dziełowym zacząłem się specjalizować po powstaniu nowego zakładu, tj. 1,5 roku temu – wyjaśnia właściciel drukarni. – Przedtem drukowałem sporo książek, ale nie takie ilości jak teraz, kiedy drukujemy 600-700 tys. egz. miesięcznie, a nasze możliwości techniczne pozwalają na produkowanie 80 tys. egz. dziennie. Eksport stanowi obecnie 30 proc. produkcji, jednak plany są takie, żeby było to ok. 50 proc., także dlatego, że są to tzw. szybkie pieniądze – na płatności od zagranicznych kontrahentów nie czeka się 90 czy 180 dni, ale 30. Drukowane są książki dla 14 krajów europejskich takich jak m.in.: Francja, Anglia, Irlandia, Dania, Belgia, Holandia, Norwegia, a także Słowacja i Czechy. Klienci chwalą sobie przede wszystkim jakość i terminowość produkcji. Pozyskiwanie zleceń z zagranicy to rezultat działań marketingu zagranicznego drukarni, ale z pewnością pomaga też udział w targach książki (Londyn, Goeteborg, Bolonia). Drukarnia Skleniarz jest również stałym wystawcą Targów Książki w Krakowie, a od przyszłego roku także w Warszawie, gdyż właściciel uważa, że na każdych targach książki trzeba się pokazać. W drukarni Skleniarz pracuje ok. 80 osób; część przeszła tu z Drukarni Narodowej, która praktycznie już nie istnieje, i Drukarni Wydawniczej, gdzie znacząco zredukowano zatrudnienie. Mamy bardzo dobrych fachowców. Drukarze byli szkoleni również przeze mnie, ponieważ druk to moje oczko w głowie – podkreśla właściciel. Druk odbywa się na 4 maszynach firmy Heidelberg, 4- i 5-kolorowych. Ciekawostką jest zabytkowa maszyna typograficzna Hei-delberg Cylinder stosowana do sztancowania. Introligatornia, oferująca oprawę twardą, miękką i zeszytową (szycie drutem) jest wyposażona głównie w maszyny Kolbusa. Jak mówi Włodzimierz Skleniarz, jego kontrakt z firmą Kolbus był dla tego producenta kontraktem 10-lecia. Najnowsze inwestycje to: zszywarka Astronic, Heidelberg Prinect Image Control – spektrofotometryczny system kontrolujący i mierzący odpowiadający za jakość wydruków, portal przygotowania materiałów do druku Kodak InSite oraz maszyna do foliowania paczek. Trwa wdrażanie zintegrowanego systemu zarządzania firmą Graphisoft MIS obejmującego wszystkie działy drukarni. W związku z instalacją Image Control Drukarnia Skleniarz będzie się starać o uzyskanie certyfikatu jakości druku wielobarwnego zgodnie z normą ISO12647-2. Dyrektorem naczelnym Drukarni Skleniarz jest Ryszard Maćkowiak, którego właściciel drukarni, jak mówi, starał się pozyskać już od dłuższego czasu. Ryszard Maćkowiak po odejściu z Olsztyńskich Zakładów Graficznych (OZGraf) na pewien czas związał się z drukarnią Interak, gdzie także – jak twierdzi – zdobył pewne doświadczenie zawodowe, ale uważa, że ostatnią jego przystanią w sensie zawodowym będzie Drukarnia Skleniarz. Przyznam, że przychodząc tutaj nie spodziewałem się, iż trafię do tak dobrego zakładu, choć oczywiście znałem wcześniej właściciela i słyszałem o drukarni. Jest to moja ogromna satysfakcja, że mogę tu pracować i chciałbym z panem Włodzimierzem przeżyć kilka wspaniałych lat przygody poligraficznej. Jeśli chodzi o drukarnię, właściciel postawił na jakość, produkcję o bardzo wysokim przetworzeniu, czyli książki o dużej skali trudności. Miłym zaskoczeniem dla nas były dwie nagrody Złotego Gryfa w ostatniej edycji jako dowód osiągnięcia pewnego poziomu jakościowego. Zanim tu przyszedłem, bardzo dobrze mówiono o drukarni wśród kontrahentów zagranicznych, z którymi wcześniej współpracowałem, co nie jest bez znaczenia; chwalili jakość i rzetelność drukarni. Właściciel od początku stawiał na rozwój poligrafii i współpracę z wydawnictwami zagranicznymi, co nie znaczy, że nie przywiązujemy dużej wagi do wydawców krajowych. Wprost przeciwnie, dzięki wysokiej jakości nawiązujemy współpracę z coraz to nowymi wydawcami krajowymi. Ale na tym rynku, tak bardzo trudnym i konkurencyjnym, eksport jest jak tlen wpuszczany do drukarni. Warto wspomnieć, że Włodzimierz Skleniarz oprócz inwestowania w drukarnię nie szczędzi środków także na wsparcie dla szkół, Capelli Cracoviensis, charytatywnych fundacji takich jak „Mimo wszystko” czy fundacja Anny Dymnej. Pytany, czy nie obawia się o los swoich inwestycji w związku z powszechnymi rozważaniami na temat niepewnej przyszłości książki, odpowiada zdecydowanie: To niemożliwe, żeby nie było książek drukowanych. Inaczej czyta się książkę drukowaną, a inaczej patrzy w ekran. Książka to jest książka. Myślę, że w Polsce jeszcze przez 5-10 lat można będzie śmiało je produkować. Potem może trzeba się będzie przestawić. Ale książka luksusowa na pewno przetrwa. Jeśli chodzi o przyszłość firmy, Włodzimierz Skleniarz pewne nadzieje wiąże też z córkami, z których jedna ukończyła studia, a druga obecnie studiuje marketing i zarządzanie. Może zechcą przejąć interes i kontynuować rodzinne tradycje? Z myślą o nich wykańczane są właśnie dwa przestronne lokale biurowe w nowym budynku.