Przebić szklany sufit
6 gru 2016 15:00

Kupujmy razem, zamiast bezskutecznie próbować podwyższać ceny wydawcom lub obniżać pensje pracownikom – apeluje na naszych łamach Waldemar Lipka, prezes Grupy Kompap, w ramach której działają dwie uznane drukarnie dziełowe: Olsztyńskie i Białostockie Zakłady Graficzne. Z prezesem rozmawiamy również o ostatnich inwestycjach OZGraf oraz wyzwaniach stojących przed drukarniami dziełowymi. n Jak ocenia Pan proces integracji Olsztyńskich i Białostockich Zakładów Graficznych z perspektywy 6 lat funkcjonowania w ramach Grupy Kompap? Waldemar Lipka: Przyznaję, że moje początkowe podejście było zbyt hurraoptymistyczne; zimny prysznic przyszedł po 2-3 latach. Po kolejnych trzech latach widzę jednak, że moja strategia sprawdziła się w perspektywie długoterminowej, cieszymy się na przykład niższymi cenami dostaw wynikającymi ze wspólnych zakupów materiałów czy energii. Zalety funkcjonowania w grupie widoczne są wyraźnie także w przypadku problemów. W lipcu potężne opady deszczu spowodowały częściowe zalanie hali produkcyjnej w BZGraf, więc część zleceń natychmiast przerzuciliśmy do Olsztyna. W innym przypadku musielibyśmy szukać pomocy u naszych konkurentów. Każda z drukarń wyspecjalizowała się w określonych procesach technologicznych – BZGraf dzięki dwukolorowej maszynie Heidelberg 102 jest w stanie drukować dwustronnie jednobarwne prace z prędkością 10 tys. ark./h, a OZGraf – dzięki świetnie wyposażonej w nowe falcerki, niciarki czy nową linię do oprawy miękkiej Kolbus KM600 o wydajności 5-7 tys. egz./h introligatorni – szybko oprawi pilny nakład. Drukarnie uzupełniają wzajemnie swoją ofertę, co widać zarówno po wynikach za ubiegły rok, jak i fakcie wypłaty dywidendy przez Grupę Kompap – po raz pierwszy od 15 lat. n W 2016 roku natomiast obie drukarnie sporo inwestowały. W.L.: To prawda. Na potrzeby własne i mniejszych oficyn wydawniczych zakupiliśmy cyfrową maszynę Canon imagePRESS C700 – uniwersalny system niskonakładowego druku produkcyjnego w kolorze, który łączy nowoczesną technologię obrazowania i najwyższą jakość druku z dużą elastycznością i wykorzystaniem różnych nośników. Oprócz samej maszyny drukującej zakupione zostały finiszer falcujący i zszywający oraz imagePRESS Server G100 wraz z oprogramowaniem do impozycji Fiery Impost i Fiery Compose. Cała inwestycja ma pomóc w obsłudze i produkcji niskonakładowych zleceń OZGraf. Dbając o jakość naszych usług poszerzyliśmy park maszynowy introligatorni o maszynę do automatycznego zakładania obwolut Kolbus SU 651, która daje nam możliwość przyspieszenia procesu produkcji książek z obwolutą oraz zapewnia zestandaryzowaną jakość zakładania obwolut.  W ciągu minuty Kolbus SU 651 wykonuje 65 cykli, obwoluty zakładane są szybko i sprawnie niezależnie od formatu książki. Największą inwestycją jest uruchomiona pod koniec czerw- ca br. nowa linia do oprawy miękkiej, która wraz z urządzeniami peryferyjnymi pochłonęła ponad 2 mln EUR. Linia jest zbudowana na bazie oklejarki Kolbus KM 600. Dodatkowo na tej samej maszynie będziemy mogli również przygotowywać bloki do oprawy złożonej. Oklejarka Kolbus KM 600 jest bardzo szybką maszyną – wykonuje 7000 taktów/h. Spełnia wszystkie wymagania nowoczesnej produkcji broszur. Zaopatrzona w wymienny klejownik dopuszcza zamiennie klejenie PUR oraz hot-melt. Maszyna posiada również całkowicie zautomatyzowany system sterowania. To pozwala m.in. na ustawienie parametrów do produkcji w kilka minut. Całość sterowana jest z pulpitu, operator wprowadza tylko wymiary książki, a elementy linii same się do nich odpowiednio dostosowują. Napęd zespołów jest niezależny, linia może pracować z wyłączeniem elementów niepotrzebnych do danej produkcji. Sprzężenie następuje na poziomie elektroniki. Całą linię tworzą: zbieraczka typ ZU 805, urządzenie do przyklejania wyklejki typ VA 423, oklejarka typ KM 600, maszyna do cięcia przedniego wkładów typ FA650 oraz trójnóż typ HD 143 P. Linia zapewni nie tylko najwyższą jakość oprawy miękkiej, ale także pozwoli nam trzykrotnie zwiększyć wydajność. Klienci zyskują nową jakość w krótszym czasie. W introligatornię inwestujemy nieustannie – oprócz wspomnianej już niciarki Aster Evo i falcerki Heidelberg Stahlfolder, w tym roku zainstalowaliśmy również maszynę do okładek zintegrowanych i ze skrzydełkami Petratto SAB 100. Jeszcze w bieżącym roku lub na początku przyszłego planujemy także wzmocnić dział druku offsetowego, ale dla mnie najbardziej palącą inwestycją jest w tej chwili dobre oprogramowanie MIS dedykowane drukarni dziełowej. Uważam, że takiego rozwiązania na rynku brakuje, a to, co jest, pozostawia wiele do życzenia. Na drupie 2016 zabrakło mi systemów usprawniających logistykę i zarządzanie w drukarni – wszyscy puszyli się maszynami i ich możliwościami. A to przecież na logistyce i niewłaściwym obiegu informacji tracimy najwięcej czasu, a nie na maszynie, która drukuje o tysiąc arkuszy wolniej niż rynkowy lider. n Wspomniał Pan o korzyściach wynikających ze wspólnych zakupów. Czyżby chciał Pan się nimi podzielić z konkurencją? Dobiegły mnie słuchy, iż powstaje grupa zakupowa drukarń dziełowych... W.L.: Koszty surowców w ogólnych kosztach produkcji dziełowej stanowią 50-60 proc. 20-25 proc. to koszty pracy, 10-15 proc. to koszty stałe, ewentualna reszta to marża drukarni. O kosztach pracy wiemy jedno: będą rosły. Poziom płacy minimalnej jest regularnie podwyższany, oczekiwania pracowników rosną, na to nie mamy żadnego wpływu. Rok do roku w obydwu drukarniach Grupy Kompap pensje wzrosły dwucyfrowo. Nie trzeba więc być geniuszem, by dostrzec, że jedynym sposobem na poradzenie sobie z cenową presją wydawnictw jest skrupulatne śledzenie i negocjowanie kosztów surowców, a także szukanie alternatywnych dróg dostaw poprzez np. zakupy bezpośrednie. Obecnie dużą część papieru kupujemy bezpośrednio od dostawców takich jak Arctic Paper czy Sappi, z pominięciem dystrybutorów. Przy okazji niniejszego wywiadu chciałbym zaapelować do polskich drukarń dziełowych: kupujmy razem, zamiast bezskutecznie próbować podwyższać ceny wydawcom lub obniżać pensje pracownikom. Pozwoliłem sobie ściągnąć wyniki finansowe największych drukarń dziełowych. Obroty żadnej z nich (może z wyjątkiem jednej drukarni, która bardzo silnie postawiła również na druk cyfrowy) nie przekraczają pułapu 75 mln zł. To swego rodzaju szklany sufit. Za tą granicą są światowe koncerny, które otrzymują zupełnie inne warunki zakupów – za papier płacą nawet do 20 proc. taniej. Jeśli nie znajdziemy sposobu na stworzenie wspólnej grupy zakupowej, jeśli nie będziemy wspólnie rozmawiać z dostawcami, to zamkniemy sobie drogę rozwoju. Dostawcy zupełnie inaczej będą rozmawiać z grupą, która reprezentuje obrót rzędu kilkuset milionów zł. Każdy z nas osobno to zakupy na ok. 30 mln rocznie, co powoduje, że rozmawiamy z dystrybutorami, którzy na pośrednictwie zarabiają 3, 5 czy 8 proc. A te 3, 5 czy 8 proc. stanowią często całą naszą marżę! Bezpośrednie zakupy są koniecznością, ten proces już się rozpoczął, pytanie tylko, kto go będzie kontrolował? Wcześniej czy później te kilkanaście drukarń dziełowych musi się zebrać i zakopać topory wojenne. Oczywiście nadal będziemy konkurować, nikt nie mówi o żadnych zmowach cenowych. Wspólne zakupy dają nieprawdopodobne efekty, można je rozciągnąć na zakup energii, wody czy ciepła. Dostawcy nie będą mieli innego wyjścia, będą współpracować. Być może będzie to oznaczało koniec programów lojalnościowych, ale powiedzmy to szczerze: pośrednicy często wykorzystują je do wywierania wpływu na zakupowców de facto za plecami ich pracodawców. Nie łudźmy się, wydawcy nie zapłacą nam więcej za produkcję książek; we wspólnych, bezpośrednich zakupach widzę szansę na szybką redukcję kosztów. Bo przecież mniej wydać oznacza więcej zarobić. n Jakoś trudno mi uwierzyć, że producenci papieru będą na zamówienie przycinać do formatu, dostarczać jedną paletę z dnia na dzień... W.L.: Oczywiście, że nie będą; dystrybutorzy są potrzebni i ja absolutnie nie neguję ich obecności na rynku. Ja mówię o sytuacjach, kiedy zamawianych jest kilka tirów papieru, które podstawiają do drukarni sami producenci, a tzw. merchanci inkasują za przekazanie zamówienia kilka procent jego wartości. Jeszcze kilka lat temu pośrednicy pełnili bardzo ważną funkcję – w czasach utrudnionego dostępu do finansowania poprzez wydłużone terminy płatności oferowali swego rodzaju kredyt obrotowy. I za to mieli prawo pobierać marżę. Ale teraz, kiedy stopy są na poziomie 1,5-2 proc. przy Wiborze 1,5 proc.? Proszę spojrzeć na branżę opakowaniową – tu standardy, o których mówię, zostały wprowadzone już dawno. Inna istotna kwestia, z którą branża dziełowa musi się uporać, to standaryzacja produktu. Na półkach polskich księgarń jest fala jak na giełdzie, od Sasa do lasa. W Niemczech jest inaczej – produkcja masowa zawiera się w 3, maksymalnie 4 formatach. To ma duży wpływ na wydajność produkcji; operator, który narządza skomplikowaną maszynę, musi się tego uczyć kilka lat. Obsługa narządzonej już maszyny to betka przy dzisiejszym stopniu automatyzacji. Jeśli maszyna średnio produkuje 3 tys. egz. na godzinę, to na zmianie powinna wyprodukować ponad 20 tys. A wytwarza połowę, ponieważ tyle czasu zajmuje jej przestawianie. To samo dotyczy kosztów zakupu papieru pod nietypowe zamówienie – często wydawca nie akceptuje 3 tygodni oczekiwania i drukujemy na standardowym formacie. Z każdego kilograma w cenie 3 zł produkujemy makulaturę wartości 50-60 gr. Makulatura i aluminium to zresztą kolejny temat – im więcej sprzedajemy, tym więcej nam płacą. Na konsolidacji odbioru odpadów tylko w OZGraf i BZGraf skorzystaliśmy 10 proc.; myślę, że kolejne 15 proc. dostalibyśmy sprzedając jako grupa. n Wracając do Grupy Kompap – sytuacja finansowa obu drukarń jest dobra, pozycja stabilna, może czas ruszyć na zakupy? W.L.: Będąc prezesem spółki giełdowej muszę naprawdę ważyć słowa, ale byłbym hipokrytą twierdząc, że nie rozważam, nie przyglądam się rynkowi. Rozmawiam z jedną drukarnią dziełową, w której od listopada prawdopodobnie dołączę do rady nadzorczej i której mam zamiar pomóc w zakupach oraz optymalizacji procesów. Kilka lat mojej obecności w OZGraf i BZGraf pokazało, że naprawdę wiele można zrobić. n Biorąc pod uwagę aktualną kondycję branży wydawniczej w Polsce, czy uważa Pan, że duża drukarnia dziełowa może funkcjonować bez eksportu? W.L.: Nie. Eksport jest podstawą i firma, która realizuje go na poziomie 10-20 proc., może mieć problemy. Stabilność pozwoli osiągnąć poziom 30-40 proc. OZGraf zbliża się do 50 proc. Dzięki eksportowi uodparniamy się na różnice kursowe, bo przecież koszty materiałów przeliczane są z EUR, zagranicznych wydawców cechuje też znacznie wyższa moralność płatnicza. Mnie martwi tylko to, że tak naprawdę eksportujemy tanią siłę roboczą, a nie unikalne technologie. Musimy szukać wartości dodanej takiej jak logistyka, obsługa klienta, dostawy just-in-time i bezpośrednio do odbiorcy, a nie budować przewagę na cenie, bo zawsze może znaleźć się ktoś tańszy. Zauważyłem na świecie trend budowy swoistego centrum logistycznego obok drukarni dziełowej, świadczącego usługi dodatkowe dla wydawców, którzy dzięki nim mogą skupić się na swojej podstawowej działalności, czyli pozyskiwaniu najpoczytniejszych autorów. n Może więc i Pan wybuduje takie centrum przy nowej siedzibie OZGraf, którą niezmiennie zapowiada Pan od kilku lat? W.L.: Biorę to pod uwagę. Obecnie czekamy na ogłoszenie przetargu na zakup działki położonej przy obwodnicy Olsztyna i drodze S51. Mam nadzieję, że sfinalizujemy to jeszcze w tym roku. Budowa z przeniesieniem nie powinna trwać dłużej niż dwa lata, więc jest szansa, że zdążymy z przeprowadzką przed kolejną drupą. n Zatem powodzenia! Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Anna Naruszko

cript>